Czasami dowiadujemy się o czymś strasznym, o końcu, końcu życia bliskiej osoby... Nie zawsze jest to późna chwila, nie zawsze jest to ten czas...
Wtedy cierpimy. Czujemy niesamowity lęk, strach, wiemy że przyjdą zmiany... Przyjdzie pustka... Zastanawiamy się czemu to akurat nas spotyka... Krzyczymy, wrzeszczymy, toczymy wojnę. W sobie. Wojnę taką jak wszystkie - bez sensu.
I wtedy pojawiają się osoby na których możemy liczyć... Przyjaciele, rodzina, druga połowa... Oni są motorem który napędza nas do życia, są wsparciem i ciepłem które wypełnia pojawiającą się powoli lukę w sercu, ranę przecinaną powoli na wylot.. Rany która nigdy się nie zagoi lecz która nie będzie już krwawiła... Ból minie, lecz blizna pozostanie na zawsze...
W takiej sytuacji odkrywamy jak wiele błędów popełniamy, jak wiele chcielibyśmy zmienić, jak dużo chcielibyśmy teraz dać... Zegar bije nieubłaganie, mijają godziny, minuty, sekundy... Odkrywamy jak bardzo kochamy... Kocham mamo, pulpeciku, prosiaczku... Kocham cię i dziękuję za życie... Nie odchodź za wcześnie mamo, jeszcze cię potrzebuję... i zawsze będę potrzebował...
Zastanawiasz się jak to jest dowiedzieć się o przesuniętej wskazówce życia najbliższej osoby? W pierwszej chwili boli... Jednak boli mniej niż "niespodzianka". Przynajmniej wiemy. Wiemy że trzeba coś naprawić, mamy na to trochę czasu... Lecz nadal sprawia ból.
Nigdy się nie poddawać. Śmierć czeka każdego z nas, pytanie jak dożyjemy ostatnich chwil... Szukajmy nadziei, być może ślepo, być może głupio... Ale gdy nie ma zdrowia, jest to jedyna rzecz jaka nam pozostaje...
Kocham cię mamo, żyj jeszcze jak najdłużej, żyj szczęśliwie :*
Emil, twój syn ;(
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz